środa, 11 maja 2016

Rozdzial I

Yo! wybaczcie że tak późno ale dodaje :) Nie obiecuje regularności. Nie napisałam jeszcze nic ale może mi wena przyjdzie :) jeszcze muszę komiks zrobić i no :) Miłego czytania


Rozdział 1 -  burzliwy początek

Chłodne poranne powietrze okalało jego drobne ciałko, lekki wiaterek poruszał jego przydługawymi blond włoskami. Siedział w tym samym miejscu co od ostatnich 12 lat. Codziennie po szkole przychodził w to jedno szczególnie miejsce. Przytulał się do starej gruszy ze słowami ''wróciłem'' i siadał zaraz przy drzewie. Opowiadał co się działo przez ostatnie kilka godzin, co jadł tego dnia, a nawet jaki żel pod prysznic użył. Tak było do końca gimnazjum. Teraz gdy Nagisa jest w liceum chodzi tylko na najważniejsze lekcje, resztę czasu spędzał pod tym drzewem. Zdarzało mu się przysypiać, a nawet spać przez całą noc, więc jego skromne mieszkanko służyło jako przechowalnia jego rzeczy, miejsce do przezimowania no i oczywiście ze względu na higienę osobistą. Powodów dla których nie lubił przebywać w swojej kawalerce było kilka, podstawowym było jednak to, że gdy przebywał w mieszkaniu sam wszystko sobie przypominał, płakał, wył z rozpaczy. Ból psychiczny był niemalże odczuwalny jako ból fizyczny, w gimnazjum przyłapywał się nawet na myślach samobójczych a przecież on tak bardzo chciał żyć! Dlatego wolał siedzieć pod drzewem, nie jeść, nie pić ale być poniekąd wolnym od wspomnień. Lekki uśmiech rozświetlał jego twarz, przypomniała mu się bajka, którą jego mama zawsze opowiadała mu do spania.
-Znowu tu siedzisz?- z zamyśleń wyrwał go dobrze znany mu głos. Nagisa odwrócił głowę i spojrzał ku górze. Wysoki, smukły chłopak, z torbą na ramieniu ubrany w mundurek szkolny ale z poluzowanym krawatem. Pojedyncze włoski ciemnego ubarwienia wpadały mu do oczu ale nie mógł przestać patrzeć z wkurwem ale i zmartwieniem w oczach. - jak tak dalej pójdzie nie zdasz do 2 klasy a powoli zbliża się koniec. Pomyśl też o tym.

Blondyn nic nie odpowiedział tylko patrzył w koronę drzewa które pomimo że chyliło swój żywot ku końcowi ukazywało że ma zamiar żyć przez następne dekady czy stulecia. Zamknął oczy, i wsłuchiwał się w szum drzewa. Liście radośnie siłowały się z wiatrem. Ciemnowłosy spojrzał z obojętnością na drzewo. Nie rozumiał o co chodzi blondaskowi i dlaczego tu wiecznie przesiaduje. I w sumie, chyba nie chciał wiedzieć.

Siadł obok Nagisy, który nadal wsłuchiwał się w szum liści.
-Możesz mnie przestać ignorować?
-Nie ignoruje cie Kuro – odpowiedział szybko Blondyn swoim mięciutkim ale męskim głosem, który idealnie pasował do jego postury czy rysów twarzy.
-No nie, wcale – naburmuszony Kuro podciągnął kolana pod brodę – ja ci twoje zacne dupsko ratuje przed Sową* a ty tak do mnie? Oficjalnie mam focha! O tak! - krzyknął ostatnie słowa i obrócił się plecami do Blondaska który chichotał cichutko pod nosem. Kuro pomimo, że ma męską posturę, głos i przysposobienie lubi zachowywać się jak 4-ro letnie dziecko w przedszkolu, a może nie tyle lubi co nawet tego nie kontroluje? Nagisa nie miał ochoty w to wnikać.

Po kolejnych parunastu minutach w milczeniu niebo zasłoniły chmury a wiatr się wzmógł. Drobne ciałko blondyna wolało cieplejsze klimaty i przy mocniejszych wiatrach trzęsło się z zimna
-Ehh... co ja z tobą mam – jęknął Kuro. Podniósł się z trawy, zdjął marynarkę i okrył nią Nagisę. Chłopak spojrzał wielkimi niebieskimi oczkami z których biło zdziwienie ale i wdzięczność.
-Dzi-dziękuję- wykrztusił, szczęka trzęsła mu się z zimna – ale nie m-m-mogę tego przyjąć b-b-b-bo się rozchorujesz! - podniósł się z ziemi, zdjął z siebie część mundurku i oddał czarnowłosemu jego ubranie
-To chodź do domu. Odprowadzę cię...
-Nie! Sam dojdę! Dzięki pa! - krzyknął na odchodne machając do zdezorientowanego chłopaka, który w samotności pozostał pod drzewem.

15 minut później...
Wbiegł do mieszkania, zatrzasnął drzwi i oparł się o nie. Po kilku minutach opadł, siedział skulony płacząc. Palce miał wplątane w swoje delikatne, jasne włoski. W jego głowie obijało się mnóstwo myśli ''Dlaczego teraz? Po co?'' ale najważniejsza, najgłośniejsza - ''gdzie jesteś mamo!'' zagłuszała wszystkie inne. Po kolejnych kilkunastu minutach które dłużyły się jakby były to 3 godziny zasnął z przemęczenia i wycięczenia.

Szedł powolnym krokiem. Dobrze wiedział gdzie mieszka Nagisa. Mimo, że od kilku czy nawet kilkunastu lat nie mieli za dobrego kontaktu on nadal uważał Nagisę za swojego brata. Nie mieli ze sobą genetycznie nic wspólnego ale przeżyli ze sobą naprawdę sporo. Był dopiero w pierwszej klasie liceum ale lubił czasami zapalić. Wyjął z kieszeni zapalniczkę i pudełko papierosów. Chciał wziąć mentolową używkę, ale stwierdził ich brak. Klnąc pod nosem wyrzucił na ulice puste pudełko. Wszedł do pobliskiego sklepu. Był postawnym mężczyzną więc nie prosili go o okazanie dowodu. Po chwili odetchnął głęboko jego ulubionym dymem papierosowym.

Szedł z rękami w kieszeniach. Gdy doszedł do bloku blondyna stanął przed drzwiami, zgasił peta o mur zostawiając brudny ślad na zielonym tynku. Miał gdzieś że potem jakiś starzec z klatki jego przyjaciela będzie się o to pluł i szukał winnych. Będzie zabawnie jak to się stanie.

Zadzwonił na pierwszy lepszy numer, odebrała przemiła pani. Kuro mówiąc że roznosi ulotki został wpuszczony na klatkę schodową. Od razu pobiegł na górę. Nagisa mieszkał na 5 piętrze. Lekko zdyszany nastolatek stanął pod drzwiami do mieszkania blondyna. Pochylił się w dół i oparł dłonie na kolanach z zamiarem wyrównania oddechu.

Po kilku minutach wyprostował się, chciał zapukać w jasne, sosnowe drzwi ale... coś go powstrzymało. Jego ręka zatrzymała się kilka milimetrów od drewna. Stwierdził, że rozegra to w inny sposób. Nadusił delikatnie klamkę. Otworzył drzwi ale widok który zastał nie był zachwycający. Wręcz przeciwnie... Kuro był przerażony. Nie widział nigdy nikogo w takim stanie. On sam miał dość lekkie życie, nie przelewało się u nich w domu ale miał wszystko czego potrzebował, wspierających rodziców, jedzenie, pomoce naukowe i miłość. Nie rozumiał więc wszystkich problemów ludzi, nie doświadczając ich na własnej skórze.

Nagisa leżał skulony na posadzce, nadal w butach których nie miał siły zdjąć. Oddychał bardzo szybko, ubranie miał przemoczone przez zimny pot, który zalewał jego ciało. Spod zamkniętych powiek nadal raz po raz spływała kolejna łezka tworząc na podłodze malutką kałużę. Kuro potrzebował chwili aby wyjść z szoku. Gdy się ogarnął, wziął na ręce drżące z zimna i przerażenia drobne ciałko.

Położył Nagisę na narożniku, który był również jego łóżkiem i przykrył kołdrą. Poszperał po szafach i znalazł ciepłą piżamę. Położył ją na aktualnie niezagospodarowanej części posłania. Skierował się w stronę kuchni, położył telefon na stole wcześniej wyjmując baterię. Anka, jego dziewczyna, cały czas się do niego dobijała. Byli umówieni dzisiaj a on się nie zjawił. Martwiła się o niego.

Czarnowłosy zajrzał do lodówki w której znalazł tylko jajka i masło. Chlebak świecił pustkami a warzyw też nie znalazł. Wstawił wodę w czajniku, napisał kartkę, którą położył na piżamie na wypadek, gdyby blondyn obudził się przed jego powrotem ze sklepu.

Jakbyś wstał, w co wątpię ale to nic
idź się umyj, masz gorącą wodę, ogrzejesz się trochę. 
Ubierz się potem w tą piżamę, jest najcieplejsza a nie możesz się rozchorować
za kilka minut wrócę i zrobię ci jedzonko

Kuro

Spojrzał przez okno, zaczynało padać. Sklep był po drugiej stronie ulicy więc nie brał parasola, szybko przeskoczy. Wziął tylko klucze z koszyczka żeby mieć jak wejść do klatki a później do kawalerki bo nie zostawi go w takim stanie w otwartym mieszkaniu. Zakluczył drzwi i wyszedł.

Po 15 minutach był z powrotem. Kupił pomidorka, majonez, pieczywo, biały ser, rzodkiewkę, paprykę, szczypiorek i... patelnie? Wszedł do mieszkania i usłyszał wodę w łazience, ubrania zniknęły tylko została rozkopana pościel. Położył zakupy na stole i podszedł do narożnika. Był jeszcze ciepły więc Nagisa nie obudził się tak dawno temu.

Pościelił łózko i zabrał się za robienie omletów z pomidorem i papryką oraz pysznych kanapek z serkiem almette, rzodkiewką i szczypiorkiem. Zalał herbaty, które postawił na stole, potem przyniósł talerz z kanapkami a na końcu omlety. No co? On też był głodny po całym dniu!

Gdy kładł swoją porcję na stole wyszedł z łazienki Nagisa z ręcznikiem na głowie, ubrany w przydużą, czarną piżamę z białym napisem ''shut up and sleep with me''. Blondyn zastanawiał się kiedy on to w ogóle kupił? Ah no tak! On tego nie kupił tylko dostał od... dziewczyny Kuro na jego 16 urodziny. Jej argumentami było, że będzie wyglądać w tym przeuroczo a napis idealnie do niego pasuje. Pierwszy raz ją teraz ubrał ale rzeczywiście, piżamka była cieplusia i milusia. Chyba będzie częściej ją nosił.

Wychodząc z łazienki poczuł cudowny zapach omletów. Uwielbiał je. Kuro ogólnie miał rękę do gotowania. Siadł przy stole, nie był głodny, wręcz przeciwnie, było mu niedobrze ale... wie że Kuro zrobił to specjalnie dla niego. Wie że pewnie będzie miał sajgon z Anką więc musiał coś w siebie wmusić. Wziął widelec do ręki i urwał kawałek omleta który szybko trafił do jego ust.

Chciałby spojrzeć Kuro w oczy, powiedzieć że dzisiaj mu wyszły wyjątkowo dobre, pogratulować zdolności ale... nie był w stanie. Gardło mu się zacisnęło, nie potrafił nic powiedzieć. Napił się herbaty by rozluźnić aparat głosu
-Nie smakuje ci? - usłyszał głos bruneta. Nagisa odchrząknął
-Nie o to chodzi- wyszeptał cicho -są naprawdę pyszne... ale... jakoś nie mam apetytu
-Może chory będziesz i dlatego? Wziął kęsa omletu, który zagryzł kanapką
-Wątpię – ukroił kolejny kawałek, tym razem za pomocą noża ale nie podniósł widelca do ust. Nie miał siły, chciało mu się wyć. Wiedział że przyjaciel będzie chciał rozmawiać, bo pamięta gdzie był przed zaśnięciem i był pewien, że nie lunatykował a czarny zastał go leżącego pod drzwiami.

Nie zorientował się nawet kiedy łzy zaczęły lecieć mu po policzkach. Kuro wstał od stołu, przesunął go. Kucnął przed Nagisa, otarł jego srebrzystą łzę
-Ejj... co się dzieje? Dobrze wiesz, że ja nie jestem za dobry w pocieszaniu – Nagisa się zaśmiał na te słowa
-Nic mi nie jest
-Przecież widzę że jest. A wiesz jak ci to udowodnię?
-No niby jak?
-Łaskocząc mojego blond braciszka!!! - krzyknął i rzucił się na drobniejszego chłopaka, przewracając go, krzesło i siebie oczywiście też, drażniąc swojego przyjaciela. Nagisa śmiał się do rozpuku, w tym momencie zapomniał o wszystkim, myślał tylko o tym jak pozbyć się tego pasożyta co go dźga pod żebrami.

Kuro wiedział jak naprawić atmosferę, ale i tak musi się wszystkiego dowiedzieć. Martwił się o chłopaka. Sam nie wiedział dlaczego. Może dlatego że znali się praktycznie od zawsze, tylko później się coś zepsuło. Nie wiedział co się wydarzyło w życiu Nagisy.
-Kuro! Hahaha! Już p-proszę! Hahahah! - Śmiał się ale na szczęście czarnowłosy go zostawił i dał chwile na ogarnięcie się im obu. Nie wstali z podłogi, siedzieli rozbawieni. Kuro ciepło się uśmiechał ale wewnętrznie toczył bitwę. Zmęczony blondyn nie miał siły myśleć i nie zauważył nawet kiedy zasnął oparty plecami o swojego przyjaciela tym razem spokojnym snem.


*Sowa- wychowawczyni i nauczycielka języka