niedziela, 6 listopada 2016

Rozdział II

ROZDZIAŁ 2 - przełamanie?

Obudził się w swoim łóżku, wtulił się w ciepłą kołderkę. Marzył by zasnąć jeszcze na chwilkę, co niestety nie było mu dane. Spojrzał na okno, przez które wpadały złote pasma światła zachodzącego słońca. Cały czas w głowie mijały mu obrazy z dzisiejszego popołudnia z Kuro, to że się martwił, zaopiekował się nim, ugotował mu...Właśnie! Jedzenie! W tym momencie, jego żołądek potwierdził swój stan głośnym burczeniem.  Wygramolił się z cieplutkiego raju i spojrzał na zastawiony stół, zimne omlety i kanapki. Wstawił czajnik na nową herbatę. Spojrzał na zegar, który wskazywał 2 minuty po dziewiętnastej. ziewnął przeciągle i posmarował zimnego omleta masłem po czym włożył go do mikrofalówki. Porwał z talerza jedną z kanapek.
Nim się obejrzał stół był już pusty a brzusio najedzony. Ubrał się i wyszedł z domu.

* * *

Kuro, po tym jak ułożył Nagisę w łóżku i chwilkę porozczulał się nad jego uroczą niewinnością,  wyszedł z mieszkanka i ruszył w stronę domu Anki. Jego dziewczyna pewnie była na niego wściekła. Mieli dzisiaj przecież iść na miasto, do kina a potem coś przekąsić a on po prostu wyłączył telefon, no bo przecież sytuacja tego wymagała. Nie mógł zostawić blondyna w takim stanie! Tak więc czarnowłosy biegł teraz z bukietem herbacianych róż, znowu zaczynało kropić, przyspieszył jeszcze bardziej. Po 5 minutach znalazł się pod uroczym, białym domkiem. Na małym ganku stały różowe azalie w doniczkach, a z belek zwisały fioletowe surfinie. Wszedł po trzech schodkach, zadzwonił dzwonkiem. Po chwili w drzwiach stanęła piękna, kasztanowo włosa kobieta,  na jej twarzy wyłaniały się delikatne zmarszczki, widać, że trójka dzieci dała w kość a w wieku 40 lat to też już jest inaczej.
-Witaj Kuro
-Dzień dobry. Jest może Anka? - Kuro przerywał swoją, krótką wypowiedź głębokimi oddechami, musi popracować nad kondycją.
-Wiesz... Ania wyszła
-A wie pani gdzie mogła pójść?
-Niestety nie, ale mówiła, że być może wróci a jak nie to mam się nie martwić, bo idzie spać do Mei
-Dobrze, dziękuje bardzo. Mogłaby pani postawić te kwiaty na jej szafce nocnej? - Powiedział czarnowłosy podając bukiet róż.
-Nie ma problemu skarbie – odpowiedziała promiennie się uśmiechając
-Dobrze, to ja już pójdę, do widzenia!
-Pa pa! Trzymaj się! - odkrzyknęła ale wątpiła, że chłopak usłyszał ponieważ biegł już dalej. Zamknęła drzwi, powąchała żółtawe kwiaty i postawiła w pokoju córki.

***
Tymczasem u Nagisy...

Blondyn szedł ulicami miasta, na które powoli spływała ciemna pokrywa nocy. Dzisiaj nie chciał pójść najkrótszą drogą. Wybrał dłuższa trasę, przez miasto i najczęściej uczęszczane miejsca przez jego rówieśników. Na twarz wpłynął neutralny wyraz, z wzrokiem bez zainteresowania.

-Ale dlaczego on to zrobił? -  Nagisa usłyszał strzępek jakiejś rozmowy. Słowa padły ze znajomych mu ust. Przez lata życia i jego trudy nauczył się czytać pomiędzy wierszami, wychwytywać emocje, nawet tej najdrobniejsze, które często pojawiają się podświadomie. Ten głos był smutny, załamany, zapłakany i wściekły ale głębiej chłopak wyczuł jakby ulgę? Odwrócił się i spostrzegł Ankę, tuliła się do swojej przyjaciółki. Mei głaskała ją uspokajająco po plecach ale blondyn spostrzegł coś więcej. Stał jeszcze chwile obserwując ową sytuacje.

-Bo jest totalnym dupkiem Anuś – pocieszała szatynkę niebiesko-włosa dziewczyna. Zawsze fascynowały ją intensywne kolory włosów ale od kiedy jej rodzice się rozwiedli i została z ojcem ignorowała jego słowa a teraz co jakiś czas zmieniała na coraz to ciekawsze barwy.
-Tak uważasz? - spojrzała pięknymi, zapłakanymi oczami w fioletowe tęczówki swojej przyjaciółki.
-Tak, tak sądzę, a teraz... Anka... ja przepraszam... - Mei podniosła lekko podbródek szatynki i zatopiła swe pełne wargi w ustach dziewczyny siedzącej jej na kolanach.

Nagisa patrzył na to wszystko, ale nie był zaszokowany, od Mei biła aura totalnego zakochania, którą blondyn wyczuwał na kilometr, a to w kim to już inna sprawa, zachowanie dziewczyny, nieme, może i nawet nieświadome sygnały, gesty oraz sposób mówienia do Anki i o Ance pomogły chłopakowi rozpoznać obiekt westchnień niebieskowłosej.

-Nagisa, kurwa, stoisz tu jak słup z dupą i w ogóle nie reagujesz na to co widzisz – blondyn usłyszał za swoimi plecami załamany ale i wkurwiony głos Kuro.
-Zostaw je... proszę... - odpowiedział spokojnym głosem. Chwycił czarnowłosego za dłoń i prowadził w kierunku jego mieszkania.

***

Anka otworzyła szerzej oczy, nie wierzyła w to co teraz ma miejsce, ale po chwili odwzajemniła pierwszy tak pełen uczuć pocałunek. Mimo że naprawdę kochała Kuro, a Kuro kochał ją, nigdy nie czuła tego czegoś co czuje tym razem, z chłopakiem były motylki w brzuchu, były łzy szczęścia, plany na przyszłość ale... z Mei było inaczej. Nie miała jeszcze pojęcia czemu ale wiedziała, że niedługo się dowie
-Anuś... ja cie za to przepraszam... ja...
-Nie mów już nic Mei bo to nie ma sensu, to ja przepraszam, że tak cie męczyłam przez te wszystkie miesiące, ja po prostu nie wiedziałam – spokojnym głosem koiła zmysły niebieskowłosej pieszcząc dłonią jej policzek
-A Kuro?
-Ten dupek? Nie chce o nim rozmawiać ani tutaj ani nigdzie. Wytłumaczę ci później, a teraz... wyglądam pewnie jak potwór, co? Cały makijaż mi spłynął...
-Wyglądasz pięknie skarbie... znaczy... przepra...
-Nie przepraszaj! Też cię kocham Mei! Tylko trudno jest czasem nam samym odczytać swoje własne uczucia... - szatynka odwróciła zawstydzoną twarz
-ty... ty tak na serio? Naprawdę?!
-tak głupolu, naprawdę!
 Anka mówiła z wielkim uśmiechem na ustach, Mei z jeszcze większym, rozmawiały tak jeszcze chwile, po czym dokończyły kupione lody i poszły na spacer, a pełnia księżyca, który wisiał już wysoko nad ziemią, pięknie oświetlał im parkowe dróżki i ich splecione palce.

***
Tymczasem...

Nie puszczał jego dłoni aż do klatki, później musiał jednak to zrobić aby odnaleźć w kieszeni kluczę żeby otworzyć drzwi. Kuro który całą drogę bił się z myślami miał w sumie gdzieś gdzie prowadzi go blondyn. Miał ochotę wziąć pół litra i iść gdzieś zachlać. Z zamyślenia wybił go nieprzyjemne skrzypnięcie dawno nieoliwionych zawiasów. Nagisa przepuścił czarnowłosego chłopaka przodem zamykając klatkę i zerkając jeszcze do skrzynki na listy, czy nie przyszedł żaden rachunek.

Kuro wlókł się powoli po schodach, w głowie obijało się tysiąc myśli z jedną na czele – ''dajcie mi wódki!'' po chwili minął go na schodach mały jasnowłosy chłopak. Patrzył na jego zgrabny tyłek i delikatne ramiona na które spadały przydługawe kosmyki. Światło księżyca, które wpadało przez okno na pół piętrze stworzyło niesamowity obraz ze stojącym Nagisą z wyciągniętą ręką w stronę przyjaciela. Jego włosy lśniły srebrną poświatą, jego drobna figura nabrała seksownych kształtów. Wyglądał jak anioł nocy, jak dobre bóstwo, które wymazuje wszystko co złe, które pozwala zapominać.

Kuro wpatrywał się w chłopaka z niedowierzaniem, jego wargi lekko się rozchyliły w geście zdziwienia i zauroczenia. W tym momencie do czarnowłosego wróciła siła i radość, które jeszcze kilka sekund wcześniej zastępowały bezsilność, zwątpienie i odrzucenie. Wreszcie wykonał niepewny krok w przód. Później następny, nie wiele było potrzeba aby oboje zaczęli biec przypominając sobie beztroskie czasy wczesnego dzieciństwa.

Minęli mieszkanie Nagisy, biegli dalej, blondyn zerkał do tyłu czy Kuro nadąża, na szczęście był tuż za nim. Uśmiechnął się do niego prawdziwym, szczerym uśmiechem. Był szczęśliwy, prawdziwie szczęśliwy. Zaś czarnowłosy zapomniał o wszystkim co go dzisiaj spotkało, odwzajemnił uśmiech on również nie czuł nic innego prócz tymi słodkimi endorfinami, płynącymi w jego krwi i myślach.

Nim się spostrzegli byli już na dachu dwudziestopiętrowego bloku. Usiedli na krawędzi, nogi spuścili w dół. Wyrównywali oddechy.
-Ładnie tu co nie Kuro? - mówił zmęczonym ale i szczęśliwym głosem spoglądając na panoramę miasta
-Ta... moglibyśmy tu częściej przychodzić co stary? - rozmarzył się przyglądając się nie sztucznym światłom ale gwiazdom
-jestem za – położył się patrząc na ciemne niebo rozświetlone przez księżyc i małe, jasne punkciki.

Leżeli tak dobre 20 minut, blondyn dostał gęsiej skórki i delikatnie trząsł się przez nadal chłodne powiewy wiosennego wiaterku
-zimno ci? - zadał pytanie co bardziej brzmiało jak stwierdzenie, zdjął z siebie bluzę i otulił nią chłopaka, który tym razem wychylał się i spoglądał w dół.
-n-nie... - zająknął się blondyn odwracając twarz chcąc ukryć zarumienione lekko policzki
-chodź, idziemy do mieszkania co ty na to? - czarnowłosy na pytanie uzyskał tylko kiwnięcie głową. Podniósł się i jeszcze spoglądał na oświetlone mosty, ulice i wieżowce.

Nagisa przytulił do siebie ciepłą bluzę Kuro, ciesząc zmysły jego cudownym zapachem. Oparł rękę o posadzkę i już chciał wstawać gdy dłoń mu się omsknęła, przechylił się do przodu, już widział jak spada, zamknął oczy i przygotował się na bolesny upadek z wysokiego budynku. Chwile mijały, wiatr ustał, otworzył oczy i spojrzał w górę, widział tylko podbródek czarnowłosego. Chłopak trzymał go mocno w pasie tuląc go do siebie. Opuścił wzrok i spojrzał prosto w wielkie, iskrzące błękitem oczy.
-Nagisa... następnym razem bardziej uważaj – mówił dalej wpatrując się w te niedowierzające spojrzenie
-dobrze...- blondyn spuścił wzrok i wtulił się w mocno zbudowaną klatę czarnowłosego, tonąc w bordowym kolorze twarzy. Chciał by ta chwila trwała jak najdłużej. Potrzebował czułości, nie obchodziło go kto to był, po prostu potrzebował przytulenia.
-Wracamy?
-jeszcze chwilkę... proszę...

W tym momencie nie wiedział jeszcze jak brzemienne będą skutki jego zachowania, nie myślał o tym, nie obchodziło go to. Ważne dla niego było ''tu i teraz'' czuł szczęście, ciepło, miłość braterską, miłość przyjacielską, aura chłopaka od którego dostawał w tym momencie tak wiele w tak niewielkim geście była spokojna, przyjemna. Czuć było od niego chęć opieki, poczucie obowiązku. Ale tym razem Nagisa nie wyczuł jednej najważniejszej fali, nie zdawał sobie sprawy z tego co między nimi właśnie zaszło.

Odsunął twarz od szarej koszulki Kuro. Chwycił go za dłoń i wspólnym krokiem poszli w kierunku windy. Nie chciało im się wracać schodami.


środa, 11 maja 2016

Rozdzial I

Yo! wybaczcie że tak późno ale dodaje :) Nie obiecuje regularności. Nie napisałam jeszcze nic ale może mi wena przyjdzie :) jeszcze muszę komiks zrobić i no :) Miłego czytania


Rozdział 1 -  burzliwy początek

Chłodne poranne powietrze okalało jego drobne ciałko, lekki wiaterek poruszał jego przydługawymi blond włoskami. Siedział w tym samym miejscu co od ostatnich 12 lat. Codziennie po szkole przychodził w to jedno szczególnie miejsce. Przytulał się do starej gruszy ze słowami ''wróciłem'' i siadał zaraz przy drzewie. Opowiadał co się działo przez ostatnie kilka godzin, co jadł tego dnia, a nawet jaki żel pod prysznic użył. Tak było do końca gimnazjum. Teraz gdy Nagisa jest w liceum chodzi tylko na najważniejsze lekcje, resztę czasu spędzał pod tym drzewem. Zdarzało mu się przysypiać, a nawet spać przez całą noc, więc jego skromne mieszkanko służyło jako przechowalnia jego rzeczy, miejsce do przezimowania no i oczywiście ze względu na higienę osobistą. Powodów dla których nie lubił przebywać w swojej kawalerce było kilka, podstawowym było jednak to, że gdy przebywał w mieszkaniu sam wszystko sobie przypominał, płakał, wył z rozpaczy. Ból psychiczny był niemalże odczuwalny jako ból fizyczny, w gimnazjum przyłapywał się nawet na myślach samobójczych a przecież on tak bardzo chciał żyć! Dlatego wolał siedzieć pod drzewem, nie jeść, nie pić ale być poniekąd wolnym od wspomnień. Lekki uśmiech rozświetlał jego twarz, przypomniała mu się bajka, którą jego mama zawsze opowiadała mu do spania.
-Znowu tu siedzisz?- z zamyśleń wyrwał go dobrze znany mu głos. Nagisa odwrócił głowę i spojrzał ku górze. Wysoki, smukły chłopak, z torbą na ramieniu ubrany w mundurek szkolny ale z poluzowanym krawatem. Pojedyncze włoski ciemnego ubarwienia wpadały mu do oczu ale nie mógł przestać patrzeć z wkurwem ale i zmartwieniem w oczach. - jak tak dalej pójdzie nie zdasz do 2 klasy a powoli zbliża się koniec. Pomyśl też o tym.

Blondyn nic nie odpowiedział tylko patrzył w koronę drzewa które pomimo że chyliło swój żywot ku końcowi ukazywało że ma zamiar żyć przez następne dekady czy stulecia. Zamknął oczy, i wsłuchiwał się w szum drzewa. Liście radośnie siłowały się z wiatrem. Ciemnowłosy spojrzał z obojętnością na drzewo. Nie rozumiał o co chodzi blondaskowi i dlaczego tu wiecznie przesiaduje. I w sumie, chyba nie chciał wiedzieć.

Siadł obok Nagisy, który nadal wsłuchiwał się w szum liści.
-Możesz mnie przestać ignorować?
-Nie ignoruje cie Kuro – odpowiedział szybko Blondyn swoim mięciutkim ale męskim głosem, który idealnie pasował do jego postury czy rysów twarzy.
-No nie, wcale – naburmuszony Kuro podciągnął kolana pod brodę – ja ci twoje zacne dupsko ratuje przed Sową* a ty tak do mnie? Oficjalnie mam focha! O tak! - krzyknął ostatnie słowa i obrócił się plecami do Blondaska który chichotał cichutko pod nosem. Kuro pomimo, że ma męską posturę, głos i przysposobienie lubi zachowywać się jak 4-ro letnie dziecko w przedszkolu, a może nie tyle lubi co nawet tego nie kontroluje? Nagisa nie miał ochoty w to wnikać.

Po kolejnych parunastu minutach w milczeniu niebo zasłoniły chmury a wiatr się wzmógł. Drobne ciałko blondyna wolało cieplejsze klimaty i przy mocniejszych wiatrach trzęsło się z zimna
-Ehh... co ja z tobą mam – jęknął Kuro. Podniósł się z trawy, zdjął marynarkę i okrył nią Nagisę. Chłopak spojrzał wielkimi niebieskimi oczkami z których biło zdziwienie ale i wdzięczność.
-Dzi-dziękuję- wykrztusił, szczęka trzęsła mu się z zimna – ale nie m-m-mogę tego przyjąć b-b-b-bo się rozchorujesz! - podniósł się z ziemi, zdjął z siebie część mundurku i oddał czarnowłosemu jego ubranie
-To chodź do domu. Odprowadzę cię...
-Nie! Sam dojdę! Dzięki pa! - krzyknął na odchodne machając do zdezorientowanego chłopaka, który w samotności pozostał pod drzewem.

15 minut później...
Wbiegł do mieszkania, zatrzasnął drzwi i oparł się o nie. Po kilku minutach opadł, siedział skulony płacząc. Palce miał wplątane w swoje delikatne, jasne włoski. W jego głowie obijało się mnóstwo myśli ''Dlaczego teraz? Po co?'' ale najważniejsza, najgłośniejsza - ''gdzie jesteś mamo!'' zagłuszała wszystkie inne. Po kolejnych kilkunastu minutach które dłużyły się jakby były to 3 godziny zasnął z przemęczenia i wycięczenia.

Szedł powolnym krokiem. Dobrze wiedział gdzie mieszka Nagisa. Mimo, że od kilku czy nawet kilkunastu lat nie mieli za dobrego kontaktu on nadal uważał Nagisę za swojego brata. Nie mieli ze sobą genetycznie nic wspólnego ale przeżyli ze sobą naprawdę sporo. Był dopiero w pierwszej klasie liceum ale lubił czasami zapalić. Wyjął z kieszeni zapalniczkę i pudełko papierosów. Chciał wziąć mentolową używkę, ale stwierdził ich brak. Klnąc pod nosem wyrzucił na ulice puste pudełko. Wszedł do pobliskiego sklepu. Był postawnym mężczyzną więc nie prosili go o okazanie dowodu. Po chwili odetchnął głęboko jego ulubionym dymem papierosowym.

Szedł z rękami w kieszeniach. Gdy doszedł do bloku blondyna stanął przed drzwiami, zgasił peta o mur zostawiając brudny ślad na zielonym tynku. Miał gdzieś że potem jakiś starzec z klatki jego przyjaciela będzie się o to pluł i szukał winnych. Będzie zabawnie jak to się stanie.

Zadzwonił na pierwszy lepszy numer, odebrała przemiła pani. Kuro mówiąc że roznosi ulotki został wpuszczony na klatkę schodową. Od razu pobiegł na górę. Nagisa mieszkał na 5 piętrze. Lekko zdyszany nastolatek stanął pod drzwiami do mieszkania blondyna. Pochylił się w dół i oparł dłonie na kolanach z zamiarem wyrównania oddechu.

Po kilku minutach wyprostował się, chciał zapukać w jasne, sosnowe drzwi ale... coś go powstrzymało. Jego ręka zatrzymała się kilka milimetrów od drewna. Stwierdził, że rozegra to w inny sposób. Nadusił delikatnie klamkę. Otworzył drzwi ale widok który zastał nie był zachwycający. Wręcz przeciwnie... Kuro był przerażony. Nie widział nigdy nikogo w takim stanie. On sam miał dość lekkie życie, nie przelewało się u nich w domu ale miał wszystko czego potrzebował, wspierających rodziców, jedzenie, pomoce naukowe i miłość. Nie rozumiał więc wszystkich problemów ludzi, nie doświadczając ich na własnej skórze.

Nagisa leżał skulony na posadzce, nadal w butach których nie miał siły zdjąć. Oddychał bardzo szybko, ubranie miał przemoczone przez zimny pot, który zalewał jego ciało. Spod zamkniętych powiek nadal raz po raz spływała kolejna łezka tworząc na podłodze malutką kałużę. Kuro potrzebował chwili aby wyjść z szoku. Gdy się ogarnął, wziął na ręce drżące z zimna i przerażenia drobne ciałko.

Położył Nagisę na narożniku, który był również jego łóżkiem i przykrył kołdrą. Poszperał po szafach i znalazł ciepłą piżamę. Położył ją na aktualnie niezagospodarowanej części posłania. Skierował się w stronę kuchni, położył telefon na stole wcześniej wyjmując baterię. Anka, jego dziewczyna, cały czas się do niego dobijała. Byli umówieni dzisiaj a on się nie zjawił. Martwiła się o niego.

Czarnowłosy zajrzał do lodówki w której znalazł tylko jajka i masło. Chlebak świecił pustkami a warzyw też nie znalazł. Wstawił wodę w czajniku, napisał kartkę, którą położył na piżamie na wypadek, gdyby blondyn obudził się przed jego powrotem ze sklepu.

Jakbyś wstał, w co wątpię ale to nic
idź się umyj, masz gorącą wodę, ogrzejesz się trochę. 
Ubierz się potem w tą piżamę, jest najcieplejsza a nie możesz się rozchorować
za kilka minut wrócę i zrobię ci jedzonko

Kuro

Spojrzał przez okno, zaczynało padać. Sklep był po drugiej stronie ulicy więc nie brał parasola, szybko przeskoczy. Wziął tylko klucze z koszyczka żeby mieć jak wejść do klatki a później do kawalerki bo nie zostawi go w takim stanie w otwartym mieszkaniu. Zakluczył drzwi i wyszedł.

Po 15 minutach był z powrotem. Kupił pomidorka, majonez, pieczywo, biały ser, rzodkiewkę, paprykę, szczypiorek i... patelnie? Wszedł do mieszkania i usłyszał wodę w łazience, ubrania zniknęły tylko została rozkopana pościel. Położył zakupy na stole i podszedł do narożnika. Był jeszcze ciepły więc Nagisa nie obudził się tak dawno temu.

Pościelił łózko i zabrał się za robienie omletów z pomidorem i papryką oraz pysznych kanapek z serkiem almette, rzodkiewką i szczypiorkiem. Zalał herbaty, które postawił na stole, potem przyniósł talerz z kanapkami a na końcu omlety. No co? On też był głodny po całym dniu!

Gdy kładł swoją porcję na stole wyszedł z łazienki Nagisa z ręcznikiem na głowie, ubrany w przydużą, czarną piżamę z białym napisem ''shut up and sleep with me''. Blondyn zastanawiał się kiedy on to w ogóle kupił? Ah no tak! On tego nie kupił tylko dostał od... dziewczyny Kuro na jego 16 urodziny. Jej argumentami było, że będzie wyglądać w tym przeuroczo a napis idealnie do niego pasuje. Pierwszy raz ją teraz ubrał ale rzeczywiście, piżamka była cieplusia i milusia. Chyba będzie częściej ją nosił.

Wychodząc z łazienki poczuł cudowny zapach omletów. Uwielbiał je. Kuro ogólnie miał rękę do gotowania. Siadł przy stole, nie był głodny, wręcz przeciwnie, było mu niedobrze ale... wie że Kuro zrobił to specjalnie dla niego. Wie że pewnie będzie miał sajgon z Anką więc musiał coś w siebie wmusić. Wziął widelec do ręki i urwał kawałek omleta który szybko trafił do jego ust.

Chciałby spojrzeć Kuro w oczy, powiedzieć że dzisiaj mu wyszły wyjątkowo dobre, pogratulować zdolności ale... nie był w stanie. Gardło mu się zacisnęło, nie potrafił nic powiedzieć. Napił się herbaty by rozluźnić aparat głosu
-Nie smakuje ci? - usłyszał głos bruneta. Nagisa odchrząknął
-Nie o to chodzi- wyszeptał cicho -są naprawdę pyszne... ale... jakoś nie mam apetytu
-Może chory będziesz i dlatego? Wziął kęsa omletu, który zagryzł kanapką
-Wątpię – ukroił kolejny kawałek, tym razem za pomocą noża ale nie podniósł widelca do ust. Nie miał siły, chciało mu się wyć. Wiedział że przyjaciel będzie chciał rozmawiać, bo pamięta gdzie był przed zaśnięciem i był pewien, że nie lunatykował a czarny zastał go leżącego pod drzwiami.

Nie zorientował się nawet kiedy łzy zaczęły lecieć mu po policzkach. Kuro wstał od stołu, przesunął go. Kucnął przed Nagisa, otarł jego srebrzystą łzę
-Ejj... co się dzieje? Dobrze wiesz, że ja nie jestem za dobry w pocieszaniu – Nagisa się zaśmiał na te słowa
-Nic mi nie jest
-Przecież widzę że jest. A wiesz jak ci to udowodnię?
-No niby jak?
-Łaskocząc mojego blond braciszka!!! - krzyknął i rzucił się na drobniejszego chłopaka, przewracając go, krzesło i siebie oczywiście też, drażniąc swojego przyjaciela. Nagisa śmiał się do rozpuku, w tym momencie zapomniał o wszystkim, myślał tylko o tym jak pozbyć się tego pasożyta co go dźga pod żebrami.

Kuro wiedział jak naprawić atmosferę, ale i tak musi się wszystkiego dowiedzieć. Martwił się o chłopaka. Sam nie wiedział dlaczego. Może dlatego że znali się praktycznie od zawsze, tylko później się coś zepsuło. Nie wiedział co się wydarzyło w życiu Nagisy.
-Kuro! Hahaha! Już p-proszę! Hahahah! - Śmiał się ale na szczęście czarnowłosy go zostawił i dał chwile na ogarnięcie się im obu. Nie wstali z podłogi, siedzieli rozbawieni. Kuro ciepło się uśmiechał ale wewnętrznie toczył bitwę. Zmęczony blondyn nie miał siły myśleć i nie zauważył nawet kiedy zasnął oparty plecami o swojego przyjaciela tym razem spokojnym snem.


*Sowa- wychowawczyni i nauczycielka języka 

niedziela, 17 kwietnia 2016

PROLOG



Masz wspomnienia? Wiem że masz...
Jakie one są? Opowiesz mi?
Powiedz... Nie bój się... Mi możesz

Zdradzę Ci moją historie, to co pamiętam, moje wspomnienia ale Ty... Ty też powiesz, zgoda?

A masz marzenia? Ja mam...
Zapomnieć o tylu wspomnieniach...
Jednak... Drogą do zapomnienia jest pamięć a ja?
Nie mam wesołych wspomnień
Nie pamiętam...

A Ty? Pamiętasz beztroskie czasy dzieciństwa?
Wtedy gdy wracałeś do domu ze zdartymi kolanami a stopami czarnymi jak święta ziemia?
Ja nie miałem okazji tego przeżyć...
A Ty... przeżyłeś?

Chciałbym to przeżyć ale moje dzieciństwo..
Ja oglądałem szczęście przez szybę...
Przez pryzmat za wczesnych wydarzeń,
Wspomnień które bolały aż za bardzo...

Chcesz je poznać?
Chcesz poznać ból kilkuletniego dziecka?
Chcesz poczuć jego emocje?
Chcesz zobaczyć jak dorasta?
Chcesz zobaczyć jak poznaje prawdę o sobie? Kim jest?

Jeżeli chcesz to zostań ze mną, posiedź a opowiem ci o wszystkim,
moją historię, którą przeżyłem...

Tak do ciebie mówię!

Spójrz na te kwiaty... Piękne prawda?
Niedługo biało-różowe płatki opadną.
Za kilka miesięcy pojawią się tu słodkie owoce czereśni a na drzewie, które bliźniaczo rośnie obok będą dojrzewać bordowe wisienki z delikatną goryczką w smaku zostawiając charakterystyczną cierpkość na języku.

Lubisz drzewa? Ja lubię.
Muszę. W końcu...

Nie nie! Nie ważne

Wiesz co? Pięknie się uśmiechasz

Chodź... Powspominajmy razem... Te słodkie, beztroskie czasy....



No tak... prolog jest krótki ale w planach był na 1 stronę nie więcej. Rozdziały będą dłuższe więc jeżeli kogoś zaciekawiła, zaintrygowała tematyka i aktualna tajemniczość którą próbowałam wpleść to zachęcam do czytania :) poza tym. pierwszy rozdział już gotowy ale tak jak mówiłam zacznę wstawiać albo jak będę miała napisane 3 rozdziały albo gdy uznam to za słuszne. planowo chce zacząć publikować na początku maja ale zobaczymy jak się potoczy życie i czy wena zechce współpracować :) na razie mam z nią dobre układy :D
poza tym. błędy ortograficzne staram się poprawiać na bieżąco ale z poprawną interpunkcją to my się nie lubimy i proszę, zaakceptujcie braki lub nadmiary przecinków ;) byłabym baaaardzio wdzięczna
to tyle z ogłoszeń parafialnych, które zawsze będę pod postem żeby złagodzić Wasz być może głód bo nie ukrywam, że mogą się zdarzać rozdziały urwane ale na razie to pozdrowionka i mam nadzieję że sie chociaż tyle spodobało
oczywiście zachęcam do komentowania i reakcji. jeżeli chcielibyście mogę dodać jeszcze jakieś reakcje tylko piszcie w komentarzach :)
z powodu iż jest to mój pierwszy blog mogą pojawiać się notki typu ''informejszyn'' no bo wiecie ten stresik czy polubicie moją (w przyszłości więcej) historie itd.
teraz to już chyba serio wszystko :)
Pozdrowionka ;D Izumi

niedziela, 10 kwietnia 2016

Hej hej hej! :D

Yo mina! Izumi z tej strony :) jest to mój pierwszy całkiem samodzielny blog. Posiadam też drugi ale moja edytorka od ponad pół roku edytuje drugi rozdział innej historii :) Blog ten został stworzony pod wpływem chwili i troszkum tu pozmieniam :D wstawię inną historyjkę. Ogólnie pomysł mi się wziął na potrzeby projektu, który realizuje. Będzie to rozwinięcie mocno okrojonej historii :D nie wiem jak długi będzie ten blog ale to się zobaczy. Myślę że zacznę wstawiać jak będę miała NAPISANE przynajmniej 3 rozdziały i będę wstawiać co 2 tygodnie :D na początku może was to nie zachwycić, nudzić ale uważam że historia Nagisy i Kuro będzie wzruszająca, zabawna ale przede wszystkim w waszych gustach :)

Na zakończenie przewiduje że pierwsza notka może pojawić się na początku maja ale niczego nie obiecuje. Mam niedługo egzaminy więc moi kochani rodzice nie będą zadowoleni gdy będę cały czas siedziała na laptopie czy telefonie :D więc do zobaczenia. 
ps. może napiszę krótki prolog jeszcze w kwietniu ale niczego nie obiecuje ;)
pozdrowionka ;D Izumi