ROZDZIAŁ 2 - przełamanie?
Obudził się w swoim łóżku, wtulił się w ciepłą kołderkę. Marzył by zasnąć jeszcze na chwilkę, co niestety nie było mu dane. Spojrzał na okno, przez które wpadały złote pasma światła zachodzącego słońca. Cały czas w głowie mijały mu obrazy z dzisiejszego popołudnia z Kuro, to że się martwił, zaopiekował się nim, ugotował mu...Właśnie! Jedzenie! W tym momencie, jego żołądek potwierdził swój stan głośnym burczeniem. Wygramolił się z cieplutkiego raju i spojrzał na zastawiony stół, zimne omlety i kanapki. Wstawił czajnik na nową herbatę. Spojrzał na zegar, który wskazywał 2 minuty po dziewiętnastej. ziewnął przeciągle i posmarował zimnego omleta masłem po czym włożył go do mikrofalówki. Porwał z talerza jedną z kanapek.
Nim się obejrzał stół był już pusty a brzusio najedzony. Ubrał się i wyszedł z domu.
* * *
Kuro, po tym jak ułożył Nagisę w łóżku i chwilkę porozczulał się nad jego uroczą niewinnością, wyszedł z mieszkanka i ruszył w stronę domu Anki. Jego dziewczyna pewnie była na niego wściekła. Mieli dzisiaj przecież iść na miasto, do kina a potem coś przekąsić a on po prostu wyłączył telefon, no bo przecież sytuacja tego wymagała. Nie mógł zostawić blondyna w takim stanie! Tak więc czarnowłosy biegł teraz z bukietem herbacianych róż, znowu zaczynało kropić, przyspieszył jeszcze bardziej. Po 5 minutach znalazł się pod uroczym, białym domkiem. Na małym ganku stały różowe azalie w doniczkach, a z belek zwisały fioletowe surfinie. Wszedł po trzech schodkach, zadzwonił dzwonkiem. Po chwili w drzwiach stanęła piękna, kasztanowo włosa kobieta, na jej twarzy wyłaniały się delikatne zmarszczki, widać, że trójka dzieci dała w kość a w wieku 40 lat to też już jest inaczej.
-Witaj Kuro
-Dzień dobry. Jest może Anka? - Kuro przerywał swoją, krótką wypowiedź głębokimi oddechami, musi popracować nad kondycją.
-Wiesz... Ania wyszła
-A wie pani gdzie mogła pójść?
-Niestety nie, ale mówiła, że być może wróci a jak nie to mam się nie martwić, bo idzie spać do Mei
-Dobrze, dziękuje bardzo. Mogłaby pani postawić te kwiaty na jej szafce nocnej? - Powiedział czarnowłosy podając bukiet róż.
-Nie ma problemu skarbie – odpowiedziała promiennie się uśmiechając
-Dobrze, to ja już pójdę, do widzenia!
-Pa pa! Trzymaj się! - odkrzyknęła ale wątpiła, że chłopak usłyszał ponieważ biegł już dalej. Zamknęła drzwi, powąchała żółtawe kwiaty i postawiła w pokoju córki.
***
Tymczasem u Nagisy...
Blondyn szedł ulicami miasta, na które powoli spływała ciemna pokrywa nocy. Dzisiaj nie chciał pójść najkrótszą drogą. Wybrał dłuższa trasę, przez miasto i najczęściej uczęszczane miejsca przez jego rówieśników. Na twarz wpłynął neutralny wyraz, z wzrokiem bez zainteresowania.
-Ale dlaczego on to zrobił? - Nagisa usłyszał strzępek jakiejś rozmowy. Słowa padły ze znajomych mu ust. Przez lata życia i jego trudy nauczył się czytać pomiędzy wierszami, wychwytywać emocje, nawet tej najdrobniejsze, które często pojawiają się podświadomie. Ten głos był smutny, załamany, zapłakany i wściekły ale głębiej chłopak wyczuł jakby ulgę? Odwrócił się i spostrzegł Ankę, tuliła się do swojej przyjaciółki. Mei głaskała ją uspokajająco po plecach ale blondyn spostrzegł coś więcej. Stał jeszcze chwile obserwując ową sytuacje.
-Bo jest totalnym dupkiem Anuś – pocieszała szatynkę niebiesko-włosa dziewczyna. Zawsze fascynowały ją intensywne kolory włosów ale od kiedy jej rodzice się rozwiedli i została z ojcem ignorowała jego słowa a teraz co jakiś czas zmieniała na coraz to ciekawsze barwy.
-Tak uważasz? - spojrzała pięknymi, zapłakanymi oczami w fioletowe tęczówki swojej przyjaciółki.
-Tak, tak sądzę, a teraz... Anka... ja przepraszam... - Mei podniosła lekko podbródek szatynki i zatopiła swe pełne wargi w ustach dziewczyny siedzącej jej na kolanach.
Nagisa patrzył na to wszystko, ale nie był zaszokowany, od Mei biła aura totalnego zakochania, którą blondyn wyczuwał na kilometr, a to w kim to już inna sprawa, zachowanie dziewczyny, nieme, może i nawet nieświadome sygnały, gesty oraz sposób mówienia do Anki i o Ance pomogły chłopakowi rozpoznać obiekt westchnień niebieskowłosej.
-Nagisa, kurwa, stoisz tu jak słup z dupą i w ogóle nie reagujesz na to co widzisz – blondyn usłyszał za swoimi plecami załamany ale i wkurwiony głos Kuro.
-Zostaw je... proszę... - odpowiedział spokojnym głosem. Chwycił czarnowłosego za dłoń i prowadził w kierunku jego mieszkania.
***
Anka otworzyła szerzej oczy, nie wierzyła w to co teraz ma miejsce, ale po chwili odwzajemniła pierwszy tak pełen uczuć pocałunek. Mimo że naprawdę kochała Kuro, a Kuro kochał ją, nigdy nie czuła tego czegoś co czuje tym razem, z chłopakiem były motylki w brzuchu, były łzy szczęścia, plany na przyszłość ale... z Mei było inaczej. Nie miała jeszcze pojęcia czemu ale wiedziała, że niedługo się dowie
-Anuś... ja cie za to przepraszam... ja...
-Nie mów już nic Mei bo to nie ma sensu, to ja przepraszam, że tak cie męczyłam przez te wszystkie miesiące, ja po prostu nie wiedziałam – spokojnym głosem koiła zmysły niebieskowłosej pieszcząc dłonią jej policzek
-A Kuro?
-Ten dupek? Nie chce o nim rozmawiać ani tutaj ani nigdzie. Wytłumaczę ci później, a teraz... wyglądam pewnie jak potwór, co? Cały makijaż mi spłynął...
-Wyglądasz pięknie skarbie... znaczy... przepra...
-Nie przepraszaj! Też cię kocham Mei! Tylko trudno jest czasem nam samym odczytać swoje własne uczucia... - szatynka odwróciła zawstydzoną twarz
-ty... ty tak na serio? Naprawdę?!
-tak głupolu, naprawdę!
Anka mówiła z wielkim uśmiechem na ustach, Mei z jeszcze większym, rozmawiały tak jeszcze chwile, po czym dokończyły kupione lody i poszły na spacer, a pełnia księżyca, który wisiał już wysoko nad ziemią, pięknie oświetlał im parkowe dróżki i ich splecione palce.
***
Tymczasem...
Nie puszczał jego dłoni aż do klatki, później musiał jednak to zrobić aby odnaleźć w kieszeni kluczę żeby otworzyć drzwi. Kuro który całą drogę bił się z myślami miał w sumie gdzieś gdzie prowadzi go blondyn. Miał ochotę wziąć pół litra i iść gdzieś zachlać. Z zamyślenia wybił go nieprzyjemne skrzypnięcie dawno nieoliwionych zawiasów. Nagisa przepuścił czarnowłosego chłopaka przodem zamykając klatkę i zerkając jeszcze do skrzynki na listy, czy nie przyszedł żaden rachunek.
Kuro wlókł się powoli po schodach, w głowie obijało się tysiąc myśli z jedną na czele – ''dajcie mi wódki!'' po chwili minął go na schodach mały jasnowłosy chłopak. Patrzył na jego zgrabny tyłek i delikatne ramiona na które spadały przydługawe kosmyki. Światło księżyca, które wpadało przez okno na pół piętrze stworzyło niesamowity obraz ze stojącym Nagisą z wyciągniętą ręką w stronę przyjaciela. Jego włosy lśniły srebrną poświatą, jego drobna figura nabrała seksownych kształtów. Wyglądał jak anioł nocy, jak dobre bóstwo, które wymazuje wszystko co złe, które pozwala zapominać.
Kuro wpatrywał się w chłopaka z niedowierzaniem, jego wargi lekko się rozchyliły w geście zdziwienia i zauroczenia. W tym momencie do czarnowłosego wróciła siła i radość, które jeszcze kilka sekund wcześniej zastępowały bezsilność, zwątpienie i odrzucenie. Wreszcie wykonał niepewny krok w przód. Później następny, nie wiele było potrzeba aby oboje zaczęli biec przypominając sobie beztroskie czasy wczesnego dzieciństwa.
Minęli mieszkanie Nagisy, biegli dalej, blondyn zerkał do tyłu czy Kuro nadąża, na szczęście był tuż za nim. Uśmiechnął się do niego prawdziwym, szczerym uśmiechem. Był szczęśliwy, prawdziwie szczęśliwy. Zaś czarnowłosy zapomniał o wszystkim co go dzisiaj spotkało, odwzajemnił uśmiech on również nie czuł nic innego prócz tymi słodkimi endorfinami, płynącymi w jego krwi i myślach.
Nim się spostrzegli byli już na dachu dwudziestopiętrowego bloku. Usiedli na krawędzi, nogi spuścili w dół. Wyrównywali oddechy.
-Ładnie tu co nie Kuro? - mówił zmęczonym ale i szczęśliwym głosem spoglądając na panoramę miasta
-Ta... moglibyśmy tu częściej przychodzić co stary? - rozmarzył się przyglądając się nie sztucznym światłom ale gwiazdom
-jestem za – położył się patrząc na ciemne niebo rozświetlone przez księżyc i małe, jasne punkciki.
Leżeli tak dobre 20 minut, blondyn dostał gęsiej skórki i delikatnie trząsł się przez nadal chłodne powiewy wiosennego wiaterku
-zimno ci? - zadał pytanie co bardziej brzmiało jak stwierdzenie, zdjął z siebie bluzę i otulił nią chłopaka, który tym razem wychylał się i spoglądał w dół.
-n-nie... - zająknął się blondyn odwracając twarz chcąc ukryć zarumienione lekko policzki
-chodź, idziemy do mieszkania co ty na to? - czarnowłosy na pytanie uzyskał tylko kiwnięcie głową. Podniósł się i jeszcze spoglądał na oświetlone mosty, ulice i wieżowce.
Nagisa przytulił do siebie ciepłą bluzę Kuro, ciesząc zmysły jego cudownym zapachem. Oparł rękę o posadzkę i już chciał wstawać gdy dłoń mu się omsknęła, przechylił się do przodu, już widział jak spada, zamknął oczy i przygotował się na bolesny upadek z wysokiego budynku. Chwile mijały, wiatr ustał, otworzył oczy i spojrzał w górę, widział tylko podbródek czarnowłosego. Chłopak trzymał go mocno w pasie tuląc go do siebie. Opuścił wzrok i spojrzał prosto w wielkie, iskrzące błękitem oczy.
-Nagisa... następnym razem bardziej uważaj – mówił dalej wpatrując się w te niedowierzające spojrzenie
-dobrze...- blondyn spuścił wzrok i wtulił się w mocno zbudowaną klatę czarnowłosego, tonąc w bordowym kolorze twarzy. Chciał by ta chwila trwała jak najdłużej. Potrzebował czułości, nie obchodziło go kto to był, po prostu potrzebował przytulenia.
-Wracamy?
-jeszcze chwilkę... proszę...
W tym momencie nie wiedział jeszcze jak brzemienne będą skutki jego zachowania, nie myślał o tym, nie obchodziło go to. Ważne dla niego było ''tu i teraz'' czuł szczęście, ciepło, miłość braterską, miłość przyjacielską, aura chłopaka od którego dostawał w tym momencie tak wiele w tak niewielkim geście była spokojna, przyjemna. Czuć było od niego chęć opieki, poczucie obowiązku. Ale tym razem Nagisa nie wyczuł jednej najważniejszej fali, nie zdawał sobie sprawy z tego co między nimi właśnie zaszło.
Odsunął twarz od szarej koszulki Kuro. Chwycił go za dłoń i wspólnym krokiem poszli w kierunku windy. Nie chciało im się wracać schodami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz